with me blow by blow
take a break, take a break from you
you are here to stay
I take my heart out of my chest
I just don’t need it anymore
take my hand up again
I just don’t need it anymore.
Dwa trzydzieści, Tegan, jak możesz to
robić, nam, ciągle poszukującym, ale zrób to jeszcze raz, popatrz na
mnie, cios za ciosem, bo musi coś wybuchnąć, coś zostać zniszczone, i
myśli, tak, muszę się uwolnić od przybijających godzin sam na sam z
książkami, więc chodź, och, wiem, że nie możesz, naprawdę wiem, ale to
nie ważne, bo widzę cię przede mną, twój wzrok tak przyjemnie się we
mnie wbija; stoję jakbym była zahipnotyzowana, jestem skończona, a
wyobraźnia to kłamstwo, ale twój głos jest nawet w polskich stacjach
radiowych, więc jesteś ze mną, chociaż ty, na każdą moją prośbę, moja
mała radość w tych dniach bez radości, tylko ty, bo oni już mają kogoś
innego, tak daleko ode mnie, nie mają tych samych wizji, choć dobrze, że
nie są takie jak u mojego brata o czwartej nad ranem, gdy podczas snu
na jawie kłóci się z szatanem; a u mnie w domu z takich rzeczy się nie
żartuje; aż mnie ciarki przeszły, gdy o tym mówił (mi popołudniu);
wszyscy domownicy się obudzili, oprócz mnie, bo zmęczona życiem spałam w
najlepsze, bo depresja pozwala na nieprzerwany sen (depresja i sen –
kochankowie dnia i nocy, zawsze razem); może to dziwne, ale mój ojciec,
tamtego dnia gdy pił (choć pił chyba od zawsze), i nocował u mojej
babci, a swojej mamy (bo już nie mieszkał z nami lub był jeszcze
niezdecydowany, gdzie chce być), też widział szatana, ale we śnie; byłam
mała, ale ta informacja ciągle we mnie jest, tak jak to, że w
dzieciństwie ten sam brat majaczył przez sen i budził się z płaczem. Już
po północy, muszę iść, ale Tegan, ciągnie mnie, jeszcze jedno
spojrzenie. Wiesz, nie musiałam czytać przed grupą recenzji, którą
zaczęłam pisać jeszcze przed świętami; było zapowiedziane zastępstwo,
więc nie poszłam; koleżanki oddały za mnie tekst i czułam się taka
wolna, że chociaż to mnie ominęło. Idę spać, a ty?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz