Nie jestem w stanie zliczyć, który raz
pozbyłam się w ten sposób przeszłości. Prawie wszystkie wpisy wylądowały
w koszu, będąc wiedzą dostępną tylko dla mnie. Niesamowite, siedem lat
bredzenia wieczorami do białej strony w Wordzie. Jak żałosna byłam i jak
żałosna jestem?
Dziewiętnaście dni bez pisania to sporo, gdy w grę wchodzi blokowanie swobodnego przepływu myśli i tłumienie chęci oraz walczenie z uzależnieniem.
Dzisiaj usłyszałam, że buddyzm naprawdę prowadzi do wygaszenia osobowości i negacji życia. Jestem buddyjską mniszką. Jestem coraz bliżej celu. Nie godzę się na niepotrzebne nikomu istnienie. Więcej w nim obrazy dla Stworzenia niż chwalenia Najwyższego. Momentami tak mnie nosi, że jeszcze chwila, a zakończę to w nie buddyjski sposób. Och, ta autoagresja. Najchętniej biłabym się po twarzy, ale samo wyobrażenie jest komiczne. Czemu nikt nie chce mi przywalić i sprawić, żebym obudziłam się ze złego snu?
Dziewiętnaście dni bez pisania to sporo, gdy w grę wchodzi blokowanie swobodnego przepływu myśli i tłumienie chęci oraz walczenie z uzależnieniem.
Dzisiaj usłyszałam, że buddyzm naprawdę prowadzi do wygaszenia osobowości i negacji życia. Jestem buddyjską mniszką. Jestem coraz bliżej celu. Nie godzę się na niepotrzebne nikomu istnienie. Więcej w nim obrazy dla Stworzenia niż chwalenia Najwyższego. Momentami tak mnie nosi, że jeszcze chwila, a zakończę to w nie buddyjski sposób. Och, ta autoagresja. Najchętniej biłabym się po twarzy, ale samo wyobrażenie jest komiczne. Czemu nikt nie chce mi przywalić i sprawić, żebym obudziłam się ze złego snu?
Podczas usuwania notek rzucałam okiem na
wpisy i tak oto przypomniałam sobie o BPD, dostając olśnienia. Jak miło
uświadomić sobie, że niewytłumaczalne działania z minionego pół roku,
znów mają uzasadnienie potwierdzone nie tylko przeze mnie. Jestem zła,
że o tym zapomniałam. Właściwie nie wiem, jak mogłam zapomnieć kim
jestem. W końcu BPD to typ osobowości, a nie choroba. W dwudziestym
piątym roku życia następuje apogeum, potem wygasa; niestety nieprędko i
nie zawsze.
Jak to jest żyć ze świadomością, że nigdy nie przestanie się nienawidzić siebie? Chujowo, moli drodzy, chujowo. Za to życie ze świadomością, że przeszło się przez coś samemu, milcząc jak grób – niesamowite. I może na tym skończę, zanim zbierze mi się na jakieś żale i chęć wykrzyczenia wszystkim w twarz, że nie potrafią wprost oznajmić, że jestem im obojętna…
…bo ciągle to uczucie we mnie trwa; nikomu nie potrzebna ja.
BPD mówi mi, że sama zachowuję się jak dupek. Niezależnie jak jest – biorę winę na siebie
Jak to jest żyć ze świadomością, że nigdy nie przestanie się nienawidzić siebie? Chujowo, moli drodzy, chujowo. Za to życie ze świadomością, że przeszło się przez coś samemu, milcząc jak grób – niesamowite. I może na tym skończę, zanim zbierze mi się na jakieś żale i chęć wykrzyczenia wszystkim w twarz, że nie potrafią wprost oznajmić, że jestem im obojętna…
…bo ciągle to uczucie we mnie trwa; nikomu nie potrzebna ja.
BPD mówi mi, że sama zachowuję się jak dupek. Niezależnie jak jest – biorę winę na siebie
___
p.s. Mam nadzieję, że prędko tu nie
napiszę. (Mówienie „nigdy” byłoby w tym przypadku ryzykowne.) Mam
nadzieję, że z „poważnych zapisków” została mi do stworzenia jedynie
praca magisterska, ale to trochę później.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz