Mam napisać krótką pracę na temat
wybranej duchowości, czytam więc książki o św. Bracie Albercie
Chmielowskim, który życie malarskie i sławę porzucił by wstąpić do
Trzeciego Zakonu i oddać się służbie Bogu i ludziom potrzebującym. W
jednej książce znalazł się rozdział zatytułowany „Piękno przyjaźni”,
gdzie wspomniana została m.in. innymi przyjaźń Adama (brata Alberta) z
malarzem Maksymilianem Gierymskim. Obaj różnili się w istotnej i ważnej
dla Chmielowskiego kwestii, jaką była wiara. Nie ma co kryć, była to
trudna przyjaźń, a mimo to nieustannie trwała, bo oparta była na dojrzałych emocjonalnych relacjach dobrze zintegrowanych osobowości.*
Po przeczytaniu owego rozdziału nie miałam spokoju przez kilka dni, zastanawiając się nad wszystkim mniej lub bardziej bliskimi relacjami. O niektórych wspomnę poniżej, skoro mój umysł zaczął być szczery i wychłodzony.
Według św. Tomasza z Akwinu miłość
przyjacielska musi (ponadto) charakteryzować się bezinteresowną i być
skierowana ku dobru przyjaciela. Przyjaźń to pragnienie dobra i
czynienie dobra w imię miłości. Dobro czynione w przyjaźni to
realizowanie przykazania miłości bliźniego, gdyż za Arystotelesem Tomasz
uzasadnia, że: „ Podobnie, gdy ktoś kocha miłością przyjacielską, chce
dla niego dobra tak, jak dla samego siebie, gdyż widzi w nim jakby
drugiego siebie. Stąd też przyjaciel nazywa się drugim „ja”, a Augustyn
dodaje, że ktoś słusznie nazywa swego przyjaciela połowicą swej duszy.”
Nie wiem skąd wziął mi się pomysł, żeby
wierzyć w pokrewne dusze, ale od zawsze chciałam w to wierzyć; czuć tę
wyjątkową więź, która polega na wzajemnym pragnieniu dobra i wspólnej
trosce. Jednak jeśli stosunek do samego siebie momentami boleśnie
zahacza o nienawiści, czy można mówić, że potrafi się darzyć pozytywnymi
uczuciami innych?
Dojrzałość relacji nie polega bowiem
na unikaniu problemów, zakłamywaniu rzeczywistości, nieumiejętności
wypowiedzenia swego nieraz nawet krytycznego czy negatywnego zdania.
Brak własnego zdania, lęk lub obawa przed ujawnieniem swoich zapatrywań,
krytycznych opinii wobec decyzji, stanowiska czy zapatrywań innej osoby
z obawy przed ewentualną utratą przyjacielskich relacji, to również
postawa, która świadczy o niedojrzałości osobowej. Osoby skłonne do tego
typu relacji i postaw najczęściej są, z samej istoty przyjaźni,
niezdolne do właściwego jej przeżywania, bo przyjaźń zakłada prawdę,
szczerość i zaufanie dwóch odrębnych tożsamościowo osób. A zasadniczym
celem jest dążenie do dobra nie własnego, ale osoby, którą obdarza się
przyjacielską miłością i oddaniem.
Nie raz zdarzyło mi się krytycznie
wyrazić na temat pewnych decyzji moich przyjaciółek, a mam tu na myśli,
te które są przy mnie niemal od zawsze, czyli bliźniaczki z sąsiedztwa.
Nie wiem, ale szczerość wychodziła zawsze z nas naturalnie, bez strachu
przed zerwaniem znajomości. Również i mi zwracały uwagę na negatywne
rzeczy, dzięki czemu chciałam być lepszą osobą. Mogę przyznać, że dzięki
nim się rozwinęłam i całkowicie nie zamknęłam się w sobie. Jednak są
mury nie do przebicia. Były momenty, w których wiedziałam, że coś przede
mną ukrywają. Wyczuwa się to w spojrzeniu, gdy rozmowa schodzi na
konkretny tor. Bolało mnie, że obawiają się mojego osądu, choć nigdy nie
uważałam się za wyrocznie dobra i zła. Z czasem mówiły wszystko;
bywało, że nie musiały, bo domyśliłam się sama. Nawet jeśli czegoś nie
pochwalam, nie przekonuję aż do skutku. Przedstawiam swój punkt widzenia
i pozostawiam decyzję innym. Z wolna wolą innych nie wygrasz.
Zadziwiające, że nigdy nie zaistniały między nami żadne negatywne uczucia. Kłótnie były nam obce, sprzeczki trwały krótko, a zgoda nastawała momentalnie. Jednak z wiekiem doszły różne problemy, przed którymi zaczęłam uciekać, odmawiając dialogu pierwszy raz w życiu, uznając to za próbę, chęć walki z samą sobą, a może nawet z całym światem. Milczałam, by nie martwić. Z perspektywy czasu wiem, że zrobiłam dobrze, gdyż było we mnie zbyt wiele pomieszanych i niezrozumiałych emocji, które mogły uderzyć także w nie. Niestety, zdarza się, że okresy ciszy między nami stają się coraz dłuższe, z różnych powodów, przeważnie związanych z odległością oraz mojego ostatniej deklaracji, że z tym „dziwnym czymś” muszę uporać się sama, choć sama nigdy nie jestem. Och, i czy w takim momencie warto wierzyć w literackie słowa:
Zadziwiające, że nigdy nie zaistniały między nami żadne negatywne uczucia. Kłótnie były nam obce, sprzeczki trwały krótko, a zgoda nastawała momentalnie. Jednak z wiekiem doszły różne problemy, przed którymi zaczęłam uciekać, odmawiając dialogu pierwszy raz w życiu, uznając to za próbę, chęć walki z samą sobą, a może nawet z całym światem. Milczałam, by nie martwić. Z perspektywy czasu wiem, że zrobiłam dobrze, gdyż było we mnie zbyt wiele pomieszanych i niezrozumiałych emocji, które mogły uderzyć także w nie. Niestety, zdarza się, że okresy ciszy między nami stają się coraz dłuższe, z różnych powodów, przeważnie związanych z odległością oraz mojego ostatniej deklaracji, że z tym „dziwnym czymś” muszę uporać się sama, choć sama nigdy nie jestem. Och, i czy w takim momencie warto wierzyć w literackie słowa:
Ludzie uważają, że bratnia dusza
oznacza idealne dopasowanie, i tego właśnie wszyscy pragną. Tak naprawdę
bratnia dusza to lustro, to osoba, która pokazuje Ci wszystko co jest w
tobie zdławione, osoba, która zwraca twoją uwagę na samą siebie, żebyś
mogła odmienić własne życie. Prawdziwe bratnie dusze to prawdopodobnie
najważniejsze osoby, bo to one obalają mury, którymi się otaczamy, i
powodują, że możemy się ocknąć. Ale zostać z bratnią duszą na stałe?
Nie. To byłoby zbyt bolesne. Bratnie dusze pojawiają się w naszym życiu,
by odsłonić przed nami kolejną warstwę nas samych po czym odchodzą. (Elizabeth Gilbert, Jedz, módl się i kochaj)
Jednak nie tylko z pannami R. chciałam
budować przyjaźń i tutaj zaczynają się schody, być może bardzo długie i
kręte. Ile osób nie mówi mi prawdy, unikając mnie z powodu obaw przed
słowami? Gdzie szacunek, szczerość i wzajemne oparcie? Gdzie poza
spontanicznością, wzajemne uznanie, poszanowanie indywidualności, pełna
akceptacja oraz odpowiedzialność?
Przyjaźń to podjęcie
odpowiedzialności za los przyjaciela, nawet przy całej różnicy
zapatrywań, upodobań, doświadczeń czy dążeń. W jednym zdaniu: „Mam
drugie zmartwienie większe, które mi całkiem humor psuje” – wyraził Adam
całą istotę przyjaźni, która łączyła go z Maksem.
Jeśli nie ma kontaktu i dialogu, jak
można mówić w ogóle o relacji? Jeśli tylko jedna strona próbuje, pomimo
przeciwności, jak można mówić o budowaniu czegokolwiek? Jeśli jedna
osoba ucieka, a druga podąża za nią jak cień, jak można mówić o chęci
bycia razem? A może po prostu się pomyliłam? Może moja chęć wyjścia do
innych, trudna i kiedyś brzmiąca nierealnie, oraz nadzieja, że
przyjaciół można mieć wielu, była nikomu niepotrzebna? Może jestem zbyt
niedojrzała na więcej? Może postępuję niesłusznie, błędnie, robię coś
niewłaściwie, źle odczytuję intencje, znaki, wszystko? A może Ty jesteś
zbyt zagubiona, by dać mi szansę na większe zbliżenie? Jeśli zrozumiesz,
będziesz wiedziała, że to o Tobie. Nie rozum mnie źle, naprawdę już nie
wiem, co wolno mi robić, a czego nie.
Pisał św. Augustyn w swoich
„Wyznaniach” – „ Właśnie to kochamy w przyjaciołach, a kochamy aż tak
bardzo, że człowiek czuje się winny, jeśli miłości nie odwzajemnia
miłością. I nie żądamy od przyjaciół niczego, oprócz owych oznak
życzliwości.”
Zostaje mi jeszcze jedna osoba, której
imienia także nie zdradzę. Znajomość nadal świeża i internetowa, więc do
przyjaźni jeszcze daleko. Jednak jednostronne(?) pragnienie przekreśla
wszystko. Zbyt dużo sprzecznych zachowań. Przydałaby się analiza rozmów
na gadu-gadu i wymiana wszystkich wiadomości. Właściwie to znajomość,
której od początku nie rozumiem, tak jak tego, że mam jeszcze siłę
myśleć o realnym spotkaniu w przyszłości, i z nią, i z innymi, a są to
jeszcze trzy osoby. Ilość moich internetowych znajomych w przeciągu tego
roku wzrosła, dzięki posiadaniu tumblr oraz pisaniu opowiadań, czyli moje
przekleństwo i radość połączyło się w jedno. Czy naprawdę z tego może
wyjść coś dobrego?
Jeżeli się nasza przyjaźń rozerwie,
to nie ma na świecie związków ścisłych, albo też potrzeba, aby jedna
strona dłużną wiecznie była drugiej […]. (Z pamiętnika M. Gierymskiego)
Jedna myśl, która przychodzi mi na
podsumowanie, oprócz tego, że wpis wyszedł niemiłosiernie długi, jest
taka, że jesteśmy nadal niedojrzali, zagubieni i nieukształtowani, bo
świat jest chaosem, w którym trudno się odnaleźć, i nam samym, i
nawzajem. Hm. A może tak naprawdę to ze mną coś jest nie tak…
____
*Jeśli nie zaznaczono inaczej, wszystkie słowa zapisane kursywą pochodzą z książki „Św. Brat Albert”, Rafał B. Siwec CFA.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz