Dawno minęły czasy, gdy zabawa w oszukiwanie miała swój sens, ale
dzisiaj wpadłam na iście szatański plan, którego ostatecznie zrealizować
nie mam serca (bo jednak z szatanem nie kręcę). Ale siedząc przed
telewizorem i śledząc skecz kabaretu Smile, który naprawdę nie miał nic
wspólnego z moją wizją, ale był przezabawny, pomyślałam, że na blogu z
opowiadaniami, który obecnie świeci pustkami, bo zwinęłam interes ponad
miesiąc temu, obwieszczę, że powracam z nowymi pomysłami. Żarówka
świeciła intensywnie, odkrywając wszystkie konsekwencje tego zamiaru, i
aż zaśmiałam się do siebie, jak mały cwaniak, który planuje przechytrzyć
wszystkich, obiecując im złote góry, a potem znikając po zabawie.
Jednak po setkach, choć może to przesada, słów uwielbienia(!) i
pochwał(!) oraz wyrazów ubolewania(!) nad tym, że odeszłam, co gorsza,
bez uprzedzenia i z dnia na dzień, nie zostawiając na pamiątkę tekstów,
nie mogłabym dać nadziei, bo a nóż ktoś zapomni, że przecież to Prima
Aprilis. Nie twierdzę, że byłam aż tak ważna z tymi swoimi marnymi
tekścikami o historiach nic nie wartych, śmiesznych i rozedrganych,
wypchanych uczuciami, które nie istnieją w realnym świecie, a raczej nie
powinny istnieć, nie w takiej formie. Nieświadome i niewinne
przekazywanie fałszywego obrazu człowieka nigdy nie było moim celem, a
jednak stało się, bo „samozwańczym artystom” można wszystko, ważne żeby
kreatywnie i szokująco. Zresztą, kryć nie będę, że moja przygoda z
pisaniem zaczęła się nie tak jak trzeba, a przede wszystkim nie w takich
okolicznościach jak trzeba i tu tkwił cały problem. Może to głupie, że
ciągle wracam do tamtych dni, ale lubię przypominać sobie, co
doprowadziło mnie do przełomowego momentu w życiu. Nie będę też ukrywać,
że kocham wiele z tamtego czasu, bo nie wszystko było złe. Jestem
zakochana na zabój w swoich krzywych wizjach i słowach, które sklejały
się cudownie, gdy targały mną emocje. Czasem brakuje mi chwil wyżywania
się na klawiaturze, ale teraz, mając spokój, nie potrafiłabym z dawną
siłą ciskać słowami. Mimo to jest coś wzruszającego w upadkach i
zabawach w bycie kimś więcej niż oddechem. W szukaniu oddechu innych. A
gdy przyjdzie lato i nastaną wakacyjne dni, może spróbuję pisać, może
dam sobie szansę, może rozegram to inaczej, ale z głową i zdrowymi
zmysłami. Tak i piszę to dzisiaj, a dzisiaj nie ma żartów.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz