31.03.2013

730. Jutro Prima Aprillis.

Dawno minęły czasy, gdy zabawa w oszukiwanie miała swój sens, ale dzisiaj wpadłam na iście szatański plan, którego ostatecznie zrealizować nie mam serca (bo jednak z szatanem nie kręcę). Ale siedząc przed telewizorem i śledząc skecz kabaretu Smile, który naprawdę nie miał nic wspólnego z moją wizją, ale był przezabawny, pomyślałam, że na blogu z opowiadaniami, który obecnie świeci pustkami, bo zwinęłam interes ponad miesiąc temu, obwieszczę, że powracam z nowymi pomysłami. Żarówka świeciła intensywnie, odkrywając wszystkie konsekwencje tego zamiaru, i aż zaśmiałam się do siebie, jak mały cwaniak, który planuje przechytrzyć wszystkich, obiecując im złote góry, a potem znikając po zabawie. Jednak po setkach, choć może to przesada, słów uwielbienia(!) i pochwał(!) oraz wyrazów ubolewania(!) nad tym, że odeszłam, co gorsza, bez uprzedzenia i z dnia na dzień, nie zostawiając na pamiątkę tekstów, nie mogłabym dać nadziei, bo a nóż ktoś zapomni, że przecież to Prima Aprilis. Nie twierdzę, że byłam aż tak ważna z tymi swoimi marnymi tekścikami o historiach nic nie wartych, śmiesznych i rozedrganych, wypchanych uczuciami, które nie istnieją w realnym świecie, a raczej nie powinny istnieć, nie w takiej formie. Nieświadome i niewinne przekazywanie fałszywego obrazu człowieka nigdy nie było moim celem, a jednak stało się, bo „samozwańczym artystom” można wszystko, ważne żeby kreatywnie i szokująco. Zresztą, kryć nie będę, że moja przygoda z pisaniem zaczęła się nie tak jak trzeba, a przede wszystkim nie w takich okolicznościach jak trzeba i tu tkwił cały problem. Może to głupie, że ciągle wracam do tamtych dni, ale lubię przypominać sobie, co doprowadziło mnie do przełomowego momentu w życiu. Nie będę też ukrywać, że kocham wiele z tamtego czasu, bo nie wszystko było złe. Jestem zakochana na zabój w swoich krzywych wizjach i słowach, które sklejały się cudownie, gdy targały mną emocje. Czasem brakuje mi chwil wyżywania się na klawiaturze, ale teraz, mając spokój, nie potrafiłabym z dawną siłą ciskać słowami. Mimo to jest coś wzruszającego w upadkach i zabawach w bycie kimś więcej niż oddechem. W szukaniu oddechu innych. A gdy przyjdzie lato i nastaną wakacyjne dni, może spróbuję pisać, może dam sobie szansę, może rozegram to inaczej, ale z głową i zdrowymi zmysłami. Tak i piszę to dzisiaj, a dzisiaj nie ma żartów.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz