7.09.2013

774. „Mijaj zdrów otwarte okna”

Ostatnie dwa wpisy są już kłamstwem. Książka „Hotel New Hampshire” okazała się świetna. Im bliżej byłam końca, tym wolniej czytałam; było mi szkoda rozstawiać się z niesamowitą przygodą. (544 strony minęły szybko, więc już mam kolejną książkę pana Irivinga i 738 nowych stron.) Dowiedziałam się, o kim pisała Sara w swoich piosenkach, dopasowałam sytuacje do słów. Ponadto zastanawiam się, co/kto jest moim niedźwiedziem. Nauczyłam się, że smutek nie umiera nigdy i smutek z definicji nie bywa miły. No i zamiast „powodzenia” mam ochotę mówić „mijaj zdrów otwarte okna”. Miałam nie popełniać zbrodni oglądania ekranizacji, ale już ściągnęłam film. Chcę się rozczarować osobiście. A jeśli powiem, że chciałabym pomieszkać w hotelu, czy kiedyś mi się uda? Książki jednak bywają niebezpieczne; przewracają w głowie. Hotel.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz