Przyjechał wujek, by naprawić kran w
łazience. Rozmarzyłam się, gdy pił czarną kawę (nasza lodówka nie miała
tymczasowo mleka) i zapalił papierosa w mieszkaniu, na co wyraziłam
zgodę. Od lat wybiera te same; ciocia – jego żona – także, „Mocne”,
umieszczone w białym opakowaniu.
Wyobrażacie sobie, że nie piję kawy, żadnej? Parę łyków w całym życiu. Uwielbiam jednak jej zapach. Nawet nie gardzę tym, co ma smak kawowy. Jednak sama kawa do mnie nie przemawia; wolę herbatę. Papierosy „paliłam” kilka razy, przy czym palenie jest wzięte w cudzysłów, bo było bez zaciągania się. Raz do filmu, kilka razy dla zabawy. Nie będę się już „chwalić” (dla niektórych nie ma czym), że wszystko było po osiemnastce.
Kiedy wujek pił kawę i palił papierosa, rozmarzyłam się, bo ponura pogoda, jeszcze nie deszczowa, idealnie pasowała do tych dwóch rzeczy. Wyobraziłam sobie samą jako zrujnowaną pisarkę, scenarzystkę i kobietę, która w deszczowe lub śnieżne noce bezsenność pogłębia litrami parującej kawy, a stres wypala w papierosach skręconych w kolorowych bibułkach. Do twarzy byłoby mi z ponurymi myślami, ironią w ustach, mdłym światłem w pokoju, byciem na „nie” i byciem daleko, w rozciągniętym swetrze, za to perfekcyjnym makijażu oraz odrobiną smutku w oczach. Ale z pewnymi rzeczami nie należy się bawić. To, co namalowane atrakcyjnie, w pozornie fascynującym opakowaniu, może okazać się na końcu zgubne. Zguba też pasowałaby do mojego życiorysu, razem z nałogami, więc jej nie chcę, by odrzucić banalność zakończenia.
Wyobrażacie sobie, że nie piję kawy, żadnej? Parę łyków w całym życiu. Uwielbiam jednak jej zapach. Nawet nie gardzę tym, co ma smak kawowy. Jednak sama kawa do mnie nie przemawia; wolę herbatę. Papierosy „paliłam” kilka razy, przy czym palenie jest wzięte w cudzysłów, bo było bez zaciągania się. Raz do filmu, kilka razy dla zabawy. Nie będę się już „chwalić” (dla niektórych nie ma czym), że wszystko było po osiemnastce.
Kiedy wujek pił kawę i palił papierosa, rozmarzyłam się, bo ponura pogoda, jeszcze nie deszczowa, idealnie pasowała do tych dwóch rzeczy. Wyobraziłam sobie samą jako zrujnowaną pisarkę, scenarzystkę i kobietę, która w deszczowe lub śnieżne noce bezsenność pogłębia litrami parującej kawy, a stres wypala w papierosach skręconych w kolorowych bibułkach. Do twarzy byłoby mi z ponurymi myślami, ironią w ustach, mdłym światłem w pokoju, byciem na „nie” i byciem daleko, w rozciągniętym swetrze, za to perfekcyjnym makijażu oraz odrobiną smutku w oczach. Ale z pewnymi rzeczami nie należy się bawić. To, co namalowane atrakcyjnie, w pozornie fascynującym opakowaniu, może okazać się na końcu zgubne. Zguba też pasowałaby do mojego życiorysu, razem z nałogami, więc jej nie chcę, by odrzucić banalność zakończenia.
„Lubię palić. Zapalić papierosa to
jak zapomnieć. Kiedy wszystko się chrzani, tylko to mi zostaje. Zapalić
papierosa i siedzieć cicho. To maskuje gówno. Dym z papierosa pokrywa,
to gówno. Są miętowe, albo waniliowe. Niektórzy takie lubią. Papieros
mentolowy. Papieros waniliowy. Papieros czekoladowy. Papieros
papierosowy. Palenie chroni mnie przed szaleństwem, trzyma mnie przy
życiu. Trzyma przy życiu aż do śmierci.” (z filmu „Wyśnione miłości”)
Gdyby było mnie stać na oba nałogi,
weszłabym w nie, ale gdyby były nieszkodliwe. Kiedyś usłyszałam, że
papierosy do mnie pasują, jakkolwiek to rozumieć. Może wyglądam
atrakcyjniej z dymem przy ustach? (Jeśli w moim przypadku można mówić o
atrakcyjności.) A może jest coś pociągającego w połączeniu dziecinnych
rysów twarzy (mam niewiele ponad dwadzieścia, a ciągle dają mi naście) i
nałogu dla nieletnich? Może to ten obrazek.
Na koniec dodam, uwielbiam występy Placebo z lat 90-tych, gdzie Brian palił papierosa między śpiewaniem, choć podejrzewam, że jego struny głosowe nie były zadowolone z tych poczynań. Uwielbiam też pewną piosenkę zespołu Hey i choć nie palę, nie pijam kawy, to jednak potrafię sobie wyobrazić, co znaczy: „Kocham ten stan, cudowne sam na sam, [...], papierosy, kawa i ja.”
Na koniec dodam, uwielbiam występy Placebo z lat 90-tych, gdzie Brian palił papierosa między śpiewaniem, choć podejrzewam, że jego struny głosowe nie były zadowolone z tych poczynań. Uwielbiam też pewną piosenkę zespołu Hey i choć nie palę, nie pijam kawy, to jednak potrafię sobie wyobrazić, co znaczy: „Kocham ten stan, cudowne sam na sam, [...], papierosy, kawa i ja.”
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz