„Gdy się śmiejesz, świat się śmieje z tobą, kiedy płaczesz, płaczesz w samotności.”
(Oh Dae Su, „Oldboy”)
(Oh Dae Su, „Oldboy”)
Chyba miesiąc temu wspominałam, że muszę
obejrzeć film „Oldboy”(2003). Stało się to dopiero dzisiaj. Koreański
thriller. 10 na 10. Tegoroczny amerykański remake, o którym naprawdę nie
można powiedzieć, że jest remakiem (mimo że już na zwiastunie widać
takie same ujęcia jak w koreańskiej wersji!), gdyż to adaptacja
japońskiej mangi o tym samym tytule, do której wykupiono prawa
autorskie, ale koreański film został zrealizowany w oparciu o tą samą
mangę, więc na jedno wychodzi, dlatego zastanawiam się, jaki jest cel
„kopiowania” filmu po dziecięciu latach i sięganie do tej samej
historii, ujętej (już) świetnie pod względem aktorów (Choi Min Shi
grający głównego bohatera sam wykonał wszystkie triki kaskaderskie),
zdjęć, muzyki? Zarzucenie, że robią to tylko dla kasy, byłoby obrazą dla
osób tworzących film, a jednak… Jako miłośniczka pierwszych wersji,
myślę, że tegoroczny „Oldboy” będzie tylko odgrzewanymi kotletami. Może
oficjalnie to ekranizacja komiksu, ale nie spodziewałabym się tam czegoś
nowego, chyba, że tej amerykańskość (jeśli rozumiecie, co mam
na myśli), która do mnie nie przemawia, zwłaszcza w konkurencji ze
specyfiką i klimatem koreańskiego kina. Twarzy ze skośnookimi oczami i
donośnego głosu, przeradzającego się w darcie mordy (Koreańczycy
ogólnie mówią głośno; już nie mówiąc o śmianiu się) zastąpione „białym”
człowiekiem to już nie to samo. Nawiasem mówiąc, sporo znanych aktorów
odmówiło przyjęcia roli w tegorocznej produkcji. Jestem za to ciekawa,
jak Josh Broiln zje żywą ośmiornicę, której nieumiejętna konsumpcja
prowadzi do śmierci. A może Amerykanin zamiast tego zje jakieś
amerykańskie jedzenie?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz