Moja przyjaciółka studiuje zaocznie
pielęgniarstwo. Od poniedziałku do piątku pracuje w szpitalu. Dzisiaj po
raz pierwszy obejrzałam jej nowe miejsce zamieszkania – stancję w
starej kamienicy z drewnianymi schodami, gdzie mieszka wraz z trójką
współlokatorów.
Kamienica. Uwielbiam takie miejsca. Może
nie ma ozdobionej ornamentami fasady(styl secesyjny byłby marzeniem),
ale za to wnętrze, dla innych zupełnie nie do przyjęcia, mnie
zauroczyło. Wejście na klatkę, zapach drewna i przeszłości oraz widok
schodów z wyrzeźbionymi kwiatowymi motywami sprawił, że znowu
zapragnęłam zamieszkać w takim budynku, być może dla niektórych za
starym, nieprzyjemnym i niebezpiecznym, ale dla mnie klimatycznym,
przytulnym i tajemniczym. Układ mieszkania zaskakujący, trochę pokręcony
i mający w sobie coś zabawnego. Wysokie prawie do sufitu drzwi w każdym
z pomieszczeń, a do tego widok z okna na ulice miasta. Teraz troszeczkę
cierpię siedząc w swoim pokoju i wspominając wspólny obiad, a potem
posiedzenie w głębokich fotelach przy aromatycznej herbacie, bo mieszkam
w szarym, smutnym bloku. Do tego mojej miejscowości miastem nazwać nie
można, chociaż, i na szczęście, totalną wsią też nie.
Może kiedyś uda mi się znaleźć swoją
metropolię tętniącą życiem za dnia. Może będę tam mieszkać w cichej
kamienicy, gdzie nocami budzą się marzenia, gdy patrzy się przez okno na
kolorowe, migające światła ulic.
Przyszłam do ciebie w nadziei, że mnie wyleczysz.
Jesteś moim lekarzem, moim zbawcą, wszechmocnym sędzią,
mym kapłanem, mym bogiem, chirurgiem mej duszy.
Ty mnie nawracasz na normalność.
(Sarah Kane, 4:48 Psychosis)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz