14.11.2012

680. Spotkanie w kamienicy.

Moja przyjaciółka studiuje zaocznie pielęgniarstwo. Od poniedziałku do piątku pracuje w szpitalu. Dzisiaj po raz pierwszy obejrzałam jej nowe miejsce zamieszkania – stancję w starej kamienicy z drewnianymi schodami, gdzie mieszka wraz z trójką współlokatorów.
Kamienica. Uwielbiam takie miejsca. Może nie ma ozdobionej ornamentami fasady(styl secesyjny byłby marzeniem), ale za to wnętrze, dla innych zupełnie nie do przyjęcia, mnie zauroczyło. Wejście na klatkę, zapach drewna i przeszłości oraz widok schodów z wyrzeźbionymi kwiatowymi motywami sprawił, że znowu zapragnęłam zamieszkać w takim budynku, być może dla niektórych za starym, nieprzyjemnym i niebezpiecznym, ale dla mnie klimatycznym, przytulnym i tajemniczym. Układ mieszkania zaskakujący, trochę pokręcony i mający w sobie coś zabawnego. Wysokie prawie do sufitu drzwi w każdym z pomieszczeń, a do tego widok z okna na ulice miasta. Teraz troszeczkę cierpię siedząc w swoim pokoju i wspominając wspólny obiad, a potem posiedzenie w głębokich fotelach przy aromatycznej herbacie, bo mieszkam w szarym, smutnym bloku. Do tego mojej miejscowości miastem nazwać nie można, chociaż, i na szczęście, totalną wsią też nie.

Może kiedyś uda mi się znaleźć swoją metropolię tętniącą życiem za dnia. Może będę tam mieszkać w cichej kamienicy, gdzie nocami budzą się marzenia, gdy patrzy się przez okno na kolorowe, migające światła ulic.

Napisała do mnie przyjaciółka, jakby przez dzielące nas kilometry odczytała wiadomość skrytą w moich myślach. Odwiedziłam ją w starej kamienicy i śmiałam się przez łzy.

Przyszłam do ciebie w nadziei, że mnie wyleczysz.

Jesteś moim lekarzem, moim zbawcą, wszechmocnym sędzią,
mym kapłanem, mym bogiem, chirurgiem mej duszy.

Ty mnie nawracasz na normalność.
(Sarah Kane, 4:48 Psychosis)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz