Jedni ciągnął w górę, drudzy ciągnął w dół. Rozerwą mnie, prawda? Już niedługo.
Tyle wymieszanych emocji. Czasem chcę,
abyście wiedzieli, że mi zależy, jednak boję się, że gdy otworzę usta
znikniecie, lub gorzej, będziecie trwać przy mnie z myślą, że
„zakochanych” kalek się nie opuszcza.
Nie zależy mi.
Sama nie wiem.
Nie chcę o tym myśleć.
Jutro będę się śmiać z każdej dzisiejszej myśli.
Byłam w bibliotece. „Jim w lustrze”.
Zerkam na okładkę. Ukazuje profil twarzy młodego chłopaka. Znów
przesadnie się zachwycam.
Kiedy byłem mały, nigdy się nie
bałem. Przynajmniej nie mogę sobie tego przypomnieć. Nie mogę sobie
przypomnieć, abym kochał jakichkolwiek ludzi czy rzeczy. Prawdopodobnie
lęk pojawił się wtedy, kiedy byłem już starszy i zacząłem kochać
wszystko, co możliwe. Może dopiero wtedy zauważyłem, jak bardzo się
bałem.
Oczywiście bałem się strasznie, że stracę swoich rodziców, ale dziwnym sposobem o wiele bardziej bałem się tego, że stracę sam siebie. Z pewnością bardzo by bolało stracenie samego siebie, a bóle byłby pewnie jeszcze większe, niż od ukąszenia żmij, przed którymi mama często mnie ostrzegała…
Oczywiście bałem się strasznie, że stracę swoich rodziców, ale dziwnym sposobem o wiele bardziej bałem się tego, że stracę sam siebie. Z pewnością bardzo by bolało stracenie samego siebie, a bóle byłby pewnie jeszcze większe, niż od ukąszenia żmij, przed którymi mama często mnie ostrzegała…
Już wiem, że zacznę żyć życiem głównego
bohatera. Tego potrzebuję. Będzie cudownie, choć wraz z ostatnim zdaniem
nadejdzie smutek. Czy było wam kiedyś żal, że każde zdanie przybliża do
końca? Czy kiedyś żałowaliście, że czytacie za szybko, choć nie
potraficie inaczej?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz