13.11.2012

679. "Jim w lustrze"

Jedni ciągnął w górę, drudzy ciągnął w dół. Rozerwą mnie, prawda? Już niedługo.

Tyle wymieszanych emocji. Czasem chcę, abyście wiedzieli, że mi zależy, jednak boję się, że gdy otworzę usta znikniecie, lub gorzej, będziecie trwać przy mnie z myślą, że „zakochanych” kalek się nie opuszcza.

Chcę udawać, że mi nie zależy.
Nie zależy mi.
Sama nie wiem.
Nie chcę o tym myśleć.
Jutro będę się śmiać z każdej dzisiejszej myśli.

Byłam w bibliotece. „Jim w lustrze”. Zerkam na okładkę. Ukazuje profil twarzy młodego chłopaka. Znów przesadnie się zachwycam.

Czytam pierwsze zdania, które brzmią następująco:
Kiedy byłem mały, nigdy się nie bałem. Przynajmniej nie mogę sobie tego przypomnieć. Nie mogę sobie przypomnieć, abym kochał jakichkolwiek ludzi czy rzeczy. Prawdopodobnie lęk pojawił się wtedy, kiedy byłem już starszy i zacząłem kochać wszystko, co możliwe. Może dopiero wtedy zauważyłem, jak bardzo się bałem.
Oczywiście bałem się strasznie, że stracę swoich rodziców, ale dziwnym sposobem o wiele bardziej bałem się tego, że stracę sam siebie. Z pewnością bardzo by bolało stracenie samego siebie, a bóle byłby pewnie jeszcze większe, niż od ukąszenia żmij, przed którymi mama często mnie ostrzegała…

Już wiem, że zacznę żyć życiem głównego bohatera. Tego potrzebuję. Będzie cudownie, choć wraz z ostatnim zdaniem nadejdzie smutek. Czy było wam kiedyś żal, że każde zdanie przybliża do końca? Czy kiedyś żałowaliście, że czytacie za szybko, choć nie potraficie inaczej?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz