Zmuszona do zmian, odeszłam stąd, wybierając inne
miejsce, gdzie czułam się obco bez przeszłości. Myślałam, że problemy
techniczne były nie do pokonania, lecz onet.pl się nawrócił i naprawił
błąd, więc oto jestem. Po pięciu miesiącach wygania, gdzie powstawały
wpisy, których nikt nie potrafił poprawnie zinterpretować(spróbuj
znaleźć ukryty sens w bezsensownych zdaniach, a nadam ci tytuł mistrza
czytającego w mojej duszy), powróciłam do źródła, a nawet można rzec, że
do miejsca moich narodzin. Jak dobrze znowu być w domu. Bez wszystkich
wpisów nie byłam sobą. Przeszłość mnie określa. Nie chcę jej zostawiać,
choć na różnych poziomach jest już zamknięta. Zapoznaj się z kilkoma
faktami, a dowiesz się, czemu jestem taka, a nie inna. Lub jakie brednie
wypisywałam, będąc nastolatką. Padam ze śmiechu przy niektórych
wpisach.
Problemem, nawet dużym, jest to, że nigdy
nie piszę wprost. Tak trudno szukać powiązań. Przepraszam, że
utrudniam. Czasem się boję, wiedząc, że czytacie, więc muszę plątać. Nie
chcę ranić; nie chcę zostać przeklętą. Bywa, że piszę o was, gdy
wspominam o pogodzie.
Wiecie, gdybym w akcie desperacji nie
wykasowała wszystkich wpisów z 2006 i 2007 roku, można by dowiedzieć się
jeszcze więcej. Tak myślę, choć jak przez mgłę pamiętam krew, pot i
łzy. Ostatnio stwierdziłam, że chciałabym móc znów przeczytać zapis
tamtych dni i przypomnieć sobie apogeum. To był przełomowy moment.
Rozstanie i zamknięcie ran. Moja przeszłość nie jest już ciągnącym się
złem. Wsiąknęła w komórki ciała. Sieje niepokój, gdy zostaje rozbudzona,
ale nie boli.
Za to dzisiaj pojawiają się palące
uczucia i emocje umieszczone w słowach, które wraz z opublikowanie
wygasają. Moje wpisy to przemyślenia nie warte dźwięku głosu, który
mógłby dotrzeć do innych. To zapis myśli, które muszą uwolnić się z
głowy, by umrzeć śmiercią naturalną. To nieudana próba przekazania wam
stanu mej duszy. Czasem lubię, gdy czytacie, a potem milczycie;
jesteście, ale jakby was nie było, oddycham z ulgą. Czasem mi przykro,
że jesteście obojętni. Musicie wiedzieć, że nie tylko wam wolno płakać
przed snem.
Trzy minione wieczory spędziłam bez
długiego posiedzenia przed komputerem. Walka z bólem brzucha i głowy,
bezsennością w nocy i sennością w dzień po przespanych 5 godzinach oraz
próby nauki do kolokwium odebrały mi czas przeznaczony na rozrywkę, za
to po brzegi wypełniły ciało zmęczeniem. Czwarty wieczór okazał się
brakiem łączności z internetem. To nie był odwyk, to narobienie sobie
zaległości.
Numer wpisu nie jest bezpodstawny. Jest
on sumą wszystkich wpisów powstałych w ciągu 5 lat (nie wliczając
utraconego 2006 i 2007 roku). Wyszło niewiele.
Tyle jeśli chodzi o wstęp. Ogarnę się, ogarnę bloga i znów zacznę pisać o książkach, filmach i innych przyjemnych rzeczach. (Yhm. Też nie do końca w to wierzę. xD)
Nie lubię kaktusów – powiedziała do
pani Żanci, gdy już zasiadły przy stole. Ale pani Żancia lubiła kaktusy.
Nigdy nie wiadomo, gdzie im wyrośnie liść i jak będzie wyglądał ani
kiedy któremu przyjdzie do głowy zakwitnąć. Zawsze można po nich
oczekiwać jakiejś niespodzianki.
– Ja je lubię. To są jakby urodzone kaleki między roślinami – odezwał się Karol.
(Zofia Nałkowska, Granica)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz