10.11.2012

676.

Zmuszona do zmian, odeszłam stąd, wybierając inne miejsce, gdzie czułam się obco bez przeszłości. Myślałam, że problemy techniczne były nie do pokonania, lecz onet.pl się nawrócił i naprawił błąd, więc oto jestem. Po pięciu miesiącach wygania, gdzie powstawały wpisy, których nikt nie potrafił poprawnie zinterpretować(spróbuj znaleźć ukryty sens w bezsensownych zdaniach, a nadam ci tytuł mistrza czytającego w mojej duszy), powróciłam do źródła, a nawet można rzec, że do miejsca moich narodzin. Jak dobrze znowu być w domu. Bez wszystkich wpisów nie byłam sobą. Przeszłość mnie określa. Nie chcę jej zostawiać, choć na różnych poziomach jest już zamknięta. Zapoznaj się z kilkoma faktami, a dowiesz się, czemu jestem taka, a nie inna. Lub jakie brednie wypisywałam, będąc nastolatką. Padam ze śmiechu przy niektórych wpisach.

Problemem, nawet dużym, jest to, że nigdy nie piszę wprost. Tak trudno szukać powiązań. Przepraszam, że utrudniam. Czasem się boję, wiedząc, że czytacie, więc muszę plątać. Nie chcę ranić; nie chcę zostać przeklętą. Bywa, że piszę o was, gdy wspominam o pogodzie.

Wiecie, gdybym w akcie desperacji nie wykasowała wszystkich wpisów z 2006 i 2007 roku, można by dowiedzieć się jeszcze więcej. Tak myślę, choć jak przez mgłę pamiętam krew, pot i łzy. Ostatnio stwierdziłam, że chciałabym móc znów przeczytać zapis tamtych dni i przypomnieć sobie apogeum. To był przełomowy moment. Rozstanie i zamknięcie ran. Moja przeszłość nie jest już ciągnącym się złem. Wsiąknęła w komórki ciała. Sieje niepokój, gdy zostaje rozbudzona, ale nie boli.

Za to dzisiaj pojawiają się palące uczucia i emocje umieszczone w słowach, które wraz z opublikowanie wygasają. Moje wpisy to przemyślenia nie warte dźwięku głosu, który mógłby dotrzeć do innych. To zapis myśli, które muszą uwolnić się z głowy, by umrzeć śmiercią naturalną. To nieudana próba przekazania wam stanu mej duszy. Czasem lubię, gdy czytacie, a potem milczycie; jesteście, ale jakby was nie było, oddycham z ulgą. Czasem mi przykro, że jesteście obojętni. Musicie wiedzieć, że nie tylko wam wolno płakać przed snem.

 ~

Trzy minione wieczory spędziłam bez długiego posiedzenia przed komputerem. Walka z bólem brzucha i głowy, bezsennością w nocy i sennością w dzień po przespanych 5 godzinach oraz próby nauki do kolokwium odebrały mi czas przeznaczony na rozrywkę, za to po brzegi wypełniły ciało zmęczeniem. Czwarty wieczór okazał się brakiem łączności z internetem. To nie był odwyk, to narobienie sobie zaległości.

Numer wpisu nie jest bezpodstawny. Jest on sumą wszystkich wpisów powstałych w ciągu 5 lat (nie wliczając utraconego 2006 i 2007 roku). Wyszło niewiele.

Tyle jeśli chodzi o wstęp. Ogarnę się, ogarnę bloga i znów zacznę pisać o książkach, filmach i innych przyjemnych rzeczach. (Yhm. Też nie do końca w to wierzę. xD)

Nie lubię kaktusów – powiedziała do pani Żanci, gdy już zasiadły przy stole. Ale pani Żancia lubiła kaktusy. Nigdy nie wiadomo, gdzie im wyrośnie liść i jak będzie wyglądał ani kiedy któremu przyjdzie do głowy zakwitnąć. Zawsze można po nich oczekiwać jakiejś niespodzianki.
Ja je lubię. To są jakby urodzone kaleki między roślinami – odezwał się Karol.
(Zofia Nałkowska, Granica)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz