20.12.2012

692. You won't find out what's been killing me

Włączasz telewizor i oglądasz po raz pierwszy teledysk, który nie ciekawi cię tak bardzo jak oryginalny głos piosenkarki. Kilka dni później okazuje się, że utwór ma już rok, lecz w polskich mediach grany jest od niedawna. Wcale cię nie dziwi, że tu wiele rzeczy dociera z opóźnieniem. Słuchasz melodii i wyłapujesz słowa: you will never know, I will never show, what I feel what I need from you… Starasz się ich nie odnieść do swojej rzeczywistości, ale masz obsesję, która sprawia, że w piosenkach widzisz własne (marne) życie. Robi ci się słabo, gdy uświadamiasz sobie kogo umieściłeś (znowu) pod słowem „you”. W takich momentach nie możesz nawet patrzeć w lustro – masz wrażenie, że nic do siebie nie pasuje. Wolisz nie pamiętać jak wygląda twoja twarzy, gdy się uśmiechasz, gdy płaczesz, gdy jesteś zły, czy zawiedziony. Wstydzisz się każdego swojego uczucia; może nawet bywają momenty, gdy się sobą brzydzisz. Chyba tak naprawdę siebie nie lubisz. Od lat bez zmian.
Zabawne, że uczucia są dla ciebie oznaką słabości, ale tylko wtedy, gdy ty czujesz. Choć czucie to połowa biedy, mówienie o tym wydaje ci się żenujące. (Przy czym podziwiasz, gdy inni potrafią być otwarci.) Dlatego nie mówisz. Nie lubisz poważnych rozmów o tobie, unikasz ich jak możesz. Nie cierpisz dźwięku swojego głosu. To wszystko takie żałosne. Może dlatego pisanie wychodzi ci lepiej. (I tak twierdzisz, że to też jest pozbawione sensu .) Zastanawiałeś się kiedyś, czy nadejdzie taki moment, w którym zamiast głosu będziesz używał kartki papieru i długopisu?

Poza tym bawisz się dobrze. Słuchasz piosenek, których tytułów nie wymienisz (trochę obciach) i masz ochotę potańczyć, ale jesteś zmęczony i marzy ci się długi (żeby nie było że wieczny) sen, dlatego rezygnujesz z podboju pokojowego parkietu i kołyszesz się na boki, już nie mówiąc o tym, że sobie podśpiewujesz, bo słowa są banalnie proste. Pożyteczniej byłoby wziąć się za kończenie recenzji artykułu, ale jak się okazuje (już któryś raz z kolei), wieczorami nie masz do tego głowy.

Zrobiło się spokojnie, można nawet powiedzieć, że podejrzanie spokojnie. Tylko nie wiem, czemu wolisz pisać tutaj niż popisać z kimś. Przecież chcesz Kirke… Ach, rozumiem, zmęczenie. Energia życiowa się ulatnia. Wolisz zanudzić siebie niż miałabyś innych. Dobry wybór, mała.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz