28.12.2012

697. "Moje" kobiety.

Nie było podpalenia, bo A. nie chciała rzucić przez okno zapalniczki, podkreślmy, zapalniczki w pieski. Może faktycznie nie doleciałaby z województwa dolnośląskiego, ale tylko dlatego, że okno do mojego pokoju było zamknięte. (Świeżo wykopany dół przy Twoim oknie do mnie nie przemawiał, ani trochę.^^) Zapalniczka odbiłaby się od szyby, tak myślę, a mi w zimną noc nie chciałoby się opuszczać mieszkania. Muszę też przyznać, że przed drugą nad ranem byłam już senna, więc może faktycznie zamiast pięknego widoku płomieni i przyjemnego ciepła miałabym straż pożarną pod blokiem. Może szkoda, że poszłam spać. Jednak obiecałam D., że będę uważać, ale z drugiej strony A. oznajmiła, że zapałki: „zawierają siarkę, która 1) psuje smak, 2) odkłada się w krwiobiegu i można się zabić”, a przecież tylko to daje ogień w moim domu. Stos zapałek. Ogień, ogień, ogień. Prawie jak przeznaczenie. Jestem sama w mieszkaniu, o czym nie powinnam tutaj pisać. Jak to mówią, chata wolna, tylko nie wiem, gdzie moja impreza. Nawet J. nie chce przybyć, bo marudzi, że lód, więc na piechotę dojdzie za miesiąc. Szkoda, że dzielące kilometry psują całą zabawę.
Chciałam napisać coś o czwartku, to był taki dobry dzień, ale wydaje mi się, że gdy wspomnę o kilku rzeczach, to zaraz dokleją się do nich niepotrzebnie wszystkie złe myśli z czeluści mojego umysłu. Czwartku, byłeś harmonią, którą odczuwam od święta; byłeś dla mnie świętem. Moje dwie „siostry”.
Dzisiaj (jeszcze) piątek. Taemin pod koniec występu podarł sobie spodnie, w kroku, bo choreografia, bo energiczne ruchy, bo były zbyt dopasowane, pomińmy że pstrokate, jak stroje pozostałej czwórki – zwolnić stylistkę(?). Przyznaję się bez bicia, że padłam ze śmiechu. Jednak Lee pozostał profesjonalistą do końca. To była czarna bielizna.
Od kilku dni, po dwóch miesiącach, miałam ochotę napisać opowiadanie. Biegnący, ostre kamienie, krew, dużo krwi i noc i grzech. Gdybym w czwartek nie wróciła do domu przed dwudziestą drugą, może w końcu zaczęłabym pisać, a tak wizje bledną, chęci wygasają, sens zanika. Znów pustka. Nawet recenzja nie chce się dokończyć, a zostało naprawdę niewiele.
(Nie wiem, czy napiszę tu jeszcze w tym roku, więc informuję, że w nowym będę bez internetu – tydzień albo dwa.)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz