24.12.2012

694. Ile bym dała aby o tym nie myśleć...

Może lepiej było oszukiwać samą siebie. Co mi po prawdzie, gdy nie daje wolności? Pierwszy raz w życiu przestałam udawać, powiedziałam: tak właśnie jest, to jesteś ty, to twoje zmartwienie, nie możesz dłużej grać, nie możesz wmawiać sobie, że wszystko przejdziesz sama, Kirke, pozwól sobie oddychać, pozwól sobie być, daj sobie szansę.
Życie w nieprawdzie było łatwiejsze. Teraz jestem opanowana, ale pod skórą ciągle czuję niepokój, bo nagle pojawiło się to. Nie zamierzam jednak szukać rozmówcy; jeszcze nie teraz. Muszę czekać i obserwować, siebie, swoje reakcje, emocje, otoczenie. Muszę starać się być obiektywna, zdystansowana, nie popadać w panikę. Może po prostu samo przejdzie i dotrze do mnie, że nie mam żadnych podstaw, aby myśleć tak jak myślę. Czarno na białym napisali mi w nie jednej książce naukowej, że nie mam się czym martwić, ale… ale boję się, bo samoanalizy nie zawsze są trafne, choć w moim przypadku do tej pory działały. A może naprawdę nie wiem, co jest już prawdą, a co moją chorą wyobraźnią?
Tak, mamy 24 grudnia, a mi zebrało się na fantastyczne wpisy. Zaraz idę na Pasterkę. Muszę skupić się na wyjściu z domu. Będzie dobrze, prawda? Kiedyś, kurde, musi być. Niech ktoś szczerze powie, że taka nie jestem; że to wszystko, co działo się w przeszłości nie sprawiło, że taka jestem; te wszystkie gesty, słowa, sytuacje, myśli, ucieczki, emocje; nie jestem taka, to nie jest moja przyszłości. Mamo…

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz