Stwierdziłam, że muszę zmienić adres
bloga. Nagle przeszło mi przez myśl, że może ktoś niepożądany z
przeszłości będzie miał ochotę tu zajrzeć. Trzeba uniknąć ryzyka,
prawda? W wymyślaniu nazw jestem beznadziejna. Ciekawe ile zajmie mi to
dni? Chciałabym zmienić też nagłówek. Pesymistyczna wizja świata, którą
wyznaję, nie każdego może zachęcać do „wpadania” tutaj. (Właściwie nie
wiem, czy jest do czego zachęcać. xD)
Chyba mi trochę głupio, gdy patrzę na
wpisy z listopada (a nawet na ten wczorajszy). Nie akceptuję swoich
niektórych myśli z wtedy. Mam dziwne wrażenie, że coś mnie wtedy
opętało, chyba niepotrzebne emocje. Zbliża się koniec roku
(zapowiedziany koniec świata nie nastąpił; najpierw naobiecują, narobią
człowiekowi nadziei, a potem nie ma; ugh, nieładnie tak), ale także mój
koniec. Nie, nie planuję niczego. Mam na myśli koniec tej Kirke, która
miotała się między sprzecznościami. Ciągnęło się to dwanaście miesięcy, a
nawet dłużej – tak to bywa, gdy rzeczy, które dawno powinny mieć
miejsce (w wieku nastoletnim) nagle wkraczają w dwudziestodwuletnie
życie. Teraz wszystko rozumiem, a wraz z oświeceniem nadszedł spokój,
powiedzmy. Przynajmniej znalazłam odpowiedź na pytanie „dlaczego”.
Uświadomienie sobie całej sytuacji nie zmienia jednak samej sytuacji.
Ale nie zamierzam działać. Nie mam wiary we własne życie. Chcę tylko
spokoju myśli i całkowitego pozbycia się poczucia winy, którego nie
powinnam czuć – teraz rozumiem, że nie.
W ogóle planowałam notkę podsumowującą cały rok, ale teraz nie wiem, czy ma ona sens. Prawda jest taka, że nie muszę utrwalać nigdzie zdarzeń. Odcisnęły się tak mocno w moim umyśle, że nigdy nie zniknął. Minie kilka lat (jeśli dane będzie mi je przeżyć), a ja ciągle będę miała w pamięci rok, który naprzemiennie mnie ożywiał i niszczył; dawał nadzieję, a potem ją odbierał; zaszczepił wiarę w zmiany na lepsze i odebrał wiarę w rzeczy, które były ważne. Mój rok był jak zapis EKG, jednak teraz pozostała tylko prosta linia, która nie oznacza śmierci. To droga do… właśnie, jeszcze nie wiem do czego, ale na pewno przestanę potykać się przy każdym kroku naprzód.
W ogóle planowałam notkę podsumowującą cały rok, ale teraz nie wiem, czy ma ona sens. Prawda jest taka, że nie muszę utrwalać nigdzie zdarzeń. Odcisnęły się tak mocno w moim umyśle, że nigdy nie zniknął. Minie kilka lat (jeśli dane będzie mi je przeżyć), a ja ciągle będę miała w pamięci rok, który naprzemiennie mnie ożywiał i niszczył; dawał nadzieję, a potem ją odbierał; zaszczepił wiarę w zmiany na lepsze i odebrał wiarę w rzeczy, które były ważne. Mój rok był jak zapis EKG, jednak teraz pozostała tylko prosta linia, która nie oznacza śmierci. To droga do… właśnie, jeszcze nie wiem do czego, ale na pewno przestanę potykać się przy każdym kroku naprzód.
Kirke, teraz czas zająć się czymś
pożyteczniejszym niż filozofowanie. Chociaż nie, filozofować powinnaś,
zwłaszcza na temat Boga, ktoś musi zaliczyć filozofię Boga; tylko te
tragiczne wykłady i twoje marne notatki jakoś nie nastawiają cię
pozytywnie. Za to 2/3 recenzji jest. Tak, ale nie masz się czym chwalić,
przecież ogólnie się lenisz.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz