Mgła i śliski śniego-lód. Nogi są całe.
Pamiętasz, jak zrobiło ci się słabo? Serce niespodziewanie przyspieszyło rytm. Może miałaś atak paniki? Nawet wtedy nie potrafiłaś przestać myśleć. Gdy wychodziłaś z kościoła, musiałaś przecisnąć się przez tłum ludzi. Nie trzeba było nawet przepraszać – zrobili ci przejście, rozstępując się posłusznie na boki. Nawet uśmiechnęłaś się do siebie pod nosem, rejestrując całą sytuację. Było ci głupio, że robisz zamierzanie i przeszkadzasz w modlitwie. Nie lubisz też skupiać na sobie uwagi, a tutaj cała należała do ciebie. Stanęłaś w przedsionku, ale to nie pomogło, więc udałaś się za drzwi (jak wygnana z domu Bożego). Chłodny wiatr uderzył prosto w twoją twarz. Zarejestrowałaś ze zdziwieniem, że na dworze nie jesteś sama. Pozwoliłaś się ochłodzić, a potem nasunęłaś na głowę czapkę, choć i tak wiedziałaś, że na drugi dzień będzie czekał cię karat. Na szczęście obyło się bez bólu zatok. Do końca mszy byłaś bardziej skupiona na modlitwie, stojąc na dworze, niż wewnątrz kościoła. Wracając do domu spotkałaś najmłodszego brata, który szedł z kolegami, a potem ciocię, która podrzuciła was samochodem pod blok.
Przed snem napisałaś dwa smsy z życzeniami urodzinowymi. Są Święta, więc na razie nie możesz wyściskać dwóch dziewczyn, które tak jak Jezus mają swój dzień 25 grudnia. Poza tym nie kupiłaś jeszcze prezentów. Brak czasu, siły(fizycznej) i głowy, by rozejrzeć się za nimi wystarczająco wcześnie, przeszkodziły ci w tym. Dobra, po prostu byłaś nieogarnięta życiowo, zresztą, jak zawsze. One rozumieją i nawet nie chcą słyszeć o żadnych upominkach, ale ty masz na to ochotę, zwłaszcza, gdy masz pieniądze. Nawet jesteś w stanie kupić G. książkę, której sama byś nie przeczytała, a o której ona wspominała nie raz. Za to nie wymyśliłaś prezentu dla M. Ilość przebytych lat znajomości wcale nie ułatwia sprawy, zwłaszcza, gdy masz wrażenie, że nie ma takiego prezentu, którego by od ciebie nie dostała, już nie mówiąc o tym, że obie panny dostają dużo prezentów, a ty nie jesteś pomysłową osobą. Ale dasz radę, jak zawsze, bo warto się dla nich starać, choć i tak ostatnimi czasy wychodzi ci to marnie. Niedobra z ciebie przyjaciółka, niedobry z ciebie człowiek.
Budzisz się z rana, jeśli ranem można nazwać godzinę jedenastą, i odczytujesz odpowiedzi z podziękowaniami za życzenia. Myślisz o tym, jak wiele lat minęło, jak z dziewczynek stałyście się kobietami (no dobra, kto się stał, ten się stał), jak wiele was różni, a mimo to zawsze po długiej nieobecności potraficie rozmawiać ze sobą jak zawsze. (Z zapracowaną M. widziałaś się na początku listopada, a z G. po koniec tego miesiąca.) Życie się zmieniło, one się zmieniłyby, bo nie ty – człowieku stojący w miejscu, ale wasza przyjaźń jest niezmienna. Mimo to masz dziwną myśl, że lepiej byłoby nie być. Czujesz, że nadejdzie taki moment, w którym wszystko popsujesz, bo jesteś małym rozbójnikiem; burzysz i wprowadzasz niepokój złymi myślami. Jesteś niedobra. Czemu wpuszczasz nowych ludzi do swojego życia? Chcesz ich skrzywdzić? Od kiedy lubisz ryzykować?
Ale jest dobrze, popatrz, wczorajsze lęki odeszły w niepamięć, zabrał je miły sen i ten leniwy dzień z lekturą wypożyczonych książek. Nie musisz już przed sobą uciekać. Kirke, jesteś piękna w oczach dziewczyn. No i co z tego? Boisz się komplementów? Wiem, one wszystkie kłamią, a tobie i tak słabo, tak bardzo, że przestajesz jeść. Kirke, ale wszystko zrozumiałaś; nie masz się czym martwić, bo to tylko sen. Jesteś żałosna i dobrze to tym wiesz, ale zobacz, już jest dobrze. Nawet masz ochotę trochę potańczyć i kogoś zaczepić. Nie krępuj się. Wracasz do źródeł, kochanie, czas wymazać dwanaście kar, które cię spotkały. To cudowne uzdrowienie.
Moja mała (brzydka) dziewczynko, dobrze nie mieć pragnień, ale zbierasz na 5 spotkań. Będziesz podróżnikiem, a każda z wycieczek to nadzieja na zarażenie się tropikalną chorobą. To wzywanie, które sobie rzucasz. Albo przetrwasz próbę i wygrasz, albo przegrasz i poddasz się na zawsze.
Ale to później, dużo później. Teraz czas po(p)o(d)glądać Azjatów. Och, i nie bądź już na siebie zła. Uśmiechaj się tak jak teraz. To jesteś ty. I już nie pisz, nic, bo tylko żal.
Pamiętasz, jak zrobiło ci się słabo? Serce niespodziewanie przyspieszyło rytm. Może miałaś atak paniki? Nawet wtedy nie potrafiłaś przestać myśleć. Gdy wychodziłaś z kościoła, musiałaś przecisnąć się przez tłum ludzi. Nie trzeba było nawet przepraszać – zrobili ci przejście, rozstępując się posłusznie na boki. Nawet uśmiechnęłaś się do siebie pod nosem, rejestrując całą sytuację. Było ci głupio, że robisz zamierzanie i przeszkadzasz w modlitwie. Nie lubisz też skupiać na sobie uwagi, a tutaj cała należała do ciebie. Stanęłaś w przedsionku, ale to nie pomogło, więc udałaś się za drzwi (jak wygnana z domu Bożego). Chłodny wiatr uderzył prosto w twoją twarz. Zarejestrowałaś ze zdziwieniem, że na dworze nie jesteś sama. Pozwoliłaś się ochłodzić, a potem nasunęłaś na głowę czapkę, choć i tak wiedziałaś, że na drugi dzień będzie czekał cię karat. Na szczęście obyło się bez bólu zatok. Do końca mszy byłaś bardziej skupiona na modlitwie, stojąc na dworze, niż wewnątrz kościoła. Wracając do domu spotkałaś najmłodszego brata, który szedł z kolegami, a potem ciocię, która podrzuciła was samochodem pod blok.
Przed snem napisałaś dwa smsy z życzeniami urodzinowymi. Są Święta, więc na razie nie możesz wyściskać dwóch dziewczyn, które tak jak Jezus mają swój dzień 25 grudnia. Poza tym nie kupiłaś jeszcze prezentów. Brak czasu, siły(fizycznej) i głowy, by rozejrzeć się za nimi wystarczająco wcześnie, przeszkodziły ci w tym. Dobra, po prostu byłaś nieogarnięta życiowo, zresztą, jak zawsze. One rozumieją i nawet nie chcą słyszeć o żadnych upominkach, ale ty masz na to ochotę, zwłaszcza, gdy masz pieniądze. Nawet jesteś w stanie kupić G. książkę, której sama byś nie przeczytała, a o której ona wspominała nie raz. Za to nie wymyśliłaś prezentu dla M. Ilość przebytych lat znajomości wcale nie ułatwia sprawy, zwłaszcza, gdy masz wrażenie, że nie ma takiego prezentu, którego by od ciebie nie dostała, już nie mówiąc o tym, że obie panny dostają dużo prezentów, a ty nie jesteś pomysłową osobą. Ale dasz radę, jak zawsze, bo warto się dla nich starać, choć i tak ostatnimi czasy wychodzi ci to marnie. Niedobra z ciebie przyjaciółka, niedobry z ciebie człowiek.
Budzisz się z rana, jeśli ranem można nazwać godzinę jedenastą, i odczytujesz odpowiedzi z podziękowaniami za życzenia. Myślisz o tym, jak wiele lat minęło, jak z dziewczynek stałyście się kobietami (no dobra, kto się stał, ten się stał), jak wiele was różni, a mimo to zawsze po długiej nieobecności potraficie rozmawiać ze sobą jak zawsze. (Z zapracowaną M. widziałaś się na początku listopada, a z G. po koniec tego miesiąca.) Życie się zmieniło, one się zmieniłyby, bo nie ty – człowieku stojący w miejscu, ale wasza przyjaźń jest niezmienna. Mimo to masz dziwną myśl, że lepiej byłoby nie być. Czujesz, że nadejdzie taki moment, w którym wszystko popsujesz, bo jesteś małym rozbójnikiem; burzysz i wprowadzasz niepokój złymi myślami. Jesteś niedobra. Czemu wpuszczasz nowych ludzi do swojego życia? Chcesz ich skrzywdzić? Od kiedy lubisz ryzykować?
Ale jest dobrze, popatrz, wczorajsze lęki odeszły w niepamięć, zabrał je miły sen i ten leniwy dzień z lekturą wypożyczonych książek. Nie musisz już przed sobą uciekać. Kirke, jesteś piękna w oczach dziewczyn. No i co z tego? Boisz się komplementów? Wiem, one wszystkie kłamią, a tobie i tak słabo, tak bardzo, że przestajesz jeść. Kirke, ale wszystko zrozumiałaś; nie masz się czym martwić, bo to tylko sen. Jesteś żałosna i dobrze to tym wiesz, ale zobacz, już jest dobrze. Nawet masz ochotę trochę potańczyć i kogoś zaczepić. Nie krępuj się. Wracasz do źródeł, kochanie, czas wymazać dwanaście kar, które cię spotkały. To cudowne uzdrowienie.
Moja mała (brzydka) dziewczynko, dobrze nie mieć pragnień, ale zbierasz na 5 spotkań. Będziesz podróżnikiem, a każda z wycieczek to nadzieja na zarażenie się tropikalną chorobą. To wzywanie, które sobie rzucasz. Albo przetrwasz próbę i wygrasz, albo przegrasz i poddasz się na zawsze.
Ale to później, dużo później. Teraz czas po(p)o(d)glądać Azjatów. Och, i nie bądź już na siebie zła. Uśmiechaj się tak jak teraz. To jesteś ty. I już nie pisz, nic, bo tylko żal.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz