3.04.2013

731. Byle jedna róża z wianka bogini…

Mamy kwiecień. Już dawno po pierwszej w nocy. Nie chcę spać, nie czuję się senna. Tylko oczy trochę bolą. W jeden dzień napisałam pracę na temat wybranej duchowości, więc cieszę się z małego sukcesu, mając nadzieję, że przeczytane książki zostawią we mnie trwały ślad. I mam, mam w pamięci gorzkie słowa:
Sztuka i tylko sztuka, byle jej uśmiech albo cień uśmiechu, byle jedna róża z wianka bogini, bo z nią sława i dostatek i osobiste zadowolenie – mniejsza o resztę; gubi się w szalonej gonitwie rodzinę, moralność, ojczyznę, związek z Bogiem, gubi wszystko, co dodatnie i święte – lata uciekają, organizacja fizyczna niszczeje, a z nią i talent tak zwany – zostaje tylko rozpacz albo idiotyzm na dnie czaszki – poza tym śmierć – ale żeby tylko śmierć i nicość, ale i to nie, bo dusza nie umiera nigdy.
(Święty Brat Albert Chmielowski)
Znowu to robię, myślę o tym, czym było dla mnie pisanie opowiadań, wtedy i tam, z nimi. Czyj uśmiech chciałam mieć? Kto był moją boginią? Na czyje kwiaty czekałam? Twoje? Lecz zadowolenie z samej siebie osłabło, została rozpacz i chaos, bo kwiaty utraciły woń i zwiędły. A teraz powiem, proszę, weź mnie, przyjmij w swoje myśli ten jeden raz. Weź moje wszystkie cechy i utkaj z nich opowieść o mnie, lepszą niż ta, którą posiadam w głowie. Zrób coś ze mną, namaluj słowami, pobaw się tak, jak ciągle się bawimy. Nawet nie potrafię być zła, nie jestem, nawet na siebie nie.
Za to uśmiecham się krzywo, patrząc wstecz i widzę błąd. Bo nie znajdując tam, gdzie chciałam, próbowałam znaleźć gdzie indziej i przykro mi, że się pogubiłam, śląc słowa w złe strony. Cały wolny tydzień, tylko ten czwartek z zajęciami na uczelni i chęć milczenia, bo nie potrafię już mówić, gdy wiem, że mówiłam wam to, co chciałam innym.
Wiem, ciągle to robię, patrzę wstecz, lecz nie po to, by tęsknić, czy ubolewać, ale by wyciągać wnioski i nie iść złą drogą.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz