Widziałam, że to wróci, bo ciągle jestem tą samą osobą, ukształtowaną
przez bieg czasu, którego nie da się wymazać. Nadal wszystko jest
świeże, minął niecały miesiąc. I wiedząc, że to wróci, miałam przewagę,
by nie ulec i nie pozwolić sobie na błądzenie po trawiących uczucia
melodiach i historiach nie należących do mnie. Zabawne, że nigdy nie
traciłam świadomości, umiejąc racjonalnie określić swój punkt położenia.
Mimo to istnieje we mnie ciągła obawa, że stracą kontrolę, a z nią samą
siebie. Lecz mając Anioła Stróża, jak mogę się bać?
Myślę, że moim największym wrogiem jest rozbudzanie i pielęgnowanie złych wizji, a jest ich wiele, gdy znów rozbijam myśli na cztery strony świata, wiedząc, jak wiele kilometrów i niewypowiedzianych słów nas dzieli. Coś ciągle zmienia się we mnie, lecz wszystko wkoło pozostaje nieruchome. Jak dopasować swoje przemienienie do starego układu?
Wczoraj odwiedziła nas siostra cioteczna z narzeczonym. Wyjechali miesiąc temu do Włoch. Przyjechali pozałatwiać jeszcze kilka spraw. Moje zamknięcie dnia przed dwudziestą to normalność od lat, więc nikogo nie zdziwił widok dziewczyny w piżamie, totalnie nieogarniętej. Właściwie wyglądałam, jakbym była chora, co kłamstwem nie jest, gdyż od dwóch lat zmagam się z zatokami. Zresztą, rodzina to tylko rodzina. Nie dbam o wygląd. Mimo to dziwna sytuacja. Nie byłam zadowolona z przyjazdu. Nigdy nie jestem przygotowana na widok ludzi. Odwiedziny kogokolwiek na moim terenie bytowania nie działają na mnie dobrze; zwłaszcza, gdy znowu walczę z widmem błędów ostatnich miesięcy. Głupie, prawda? Lecz trudniej jest walczyć niż bezmyślnie poddać się fali. I wyszłam i byłam tam. Było nawet miło, byli na chwilę, nadal w biegu. I uderzył mnie fakt, że od kilku miesięcy ktoś mnie dotknął. Uświadomiłam to sobie dzisiaj i zrobiło mi się niedobrze. Potem, gdy wyszli, próbowałam nie płakać. Próbowałam. Niedoskonała i zła. Tak będzie dopóki nie dotrę do celu, a droga jest długa i z przeszkodami, a krzywd do naprawienia wiele. Chciałabym więcej siły, bo to coś, z wnętrza mnie, a może z zewnątrz – och, tak trudno mi określić źródło – znów tu jest i próbuje mnie złamać.
Szukałam słów, by zmienić adres tumblr. Spojrzałam na półkę z książkami i przeczytałam „Jaśniejszy odcień szarości”. Wzięłam i odnalazłam miejsce z zakładką, w którym przerwałam czytanie. Coś mnie uderzyło, chyba pięścią w brzuch. Sięgnęłam do listów, znajdując właściwy, z tym jednym zdaniem: „to może być kolejna wskazówka, ale nie musi”. 11 czerwca 2012. Niedługo minie rok. Książka leży nieprzeczytana. Wyobrażacie sobie, jak czułam się trzymając list i patrząc na niedokończone strony? Czy naprawdę przegrałam bitwę o Ciebie?
Myślę, że moim największym wrogiem jest rozbudzanie i pielęgnowanie złych wizji, a jest ich wiele, gdy znów rozbijam myśli na cztery strony świata, wiedząc, jak wiele kilometrów i niewypowiedzianych słów nas dzieli. Coś ciągle zmienia się we mnie, lecz wszystko wkoło pozostaje nieruchome. Jak dopasować swoje przemienienie do starego układu?
Wczoraj odwiedziła nas siostra cioteczna z narzeczonym. Wyjechali miesiąc temu do Włoch. Przyjechali pozałatwiać jeszcze kilka spraw. Moje zamknięcie dnia przed dwudziestą to normalność od lat, więc nikogo nie zdziwił widok dziewczyny w piżamie, totalnie nieogarniętej. Właściwie wyglądałam, jakbym była chora, co kłamstwem nie jest, gdyż od dwóch lat zmagam się z zatokami. Zresztą, rodzina to tylko rodzina. Nie dbam o wygląd. Mimo to dziwna sytuacja. Nie byłam zadowolona z przyjazdu. Nigdy nie jestem przygotowana na widok ludzi. Odwiedziny kogokolwiek na moim terenie bytowania nie działają na mnie dobrze; zwłaszcza, gdy znowu walczę z widmem błędów ostatnich miesięcy. Głupie, prawda? Lecz trudniej jest walczyć niż bezmyślnie poddać się fali. I wyszłam i byłam tam. Było nawet miło, byli na chwilę, nadal w biegu. I uderzył mnie fakt, że od kilku miesięcy ktoś mnie dotknął. Uświadomiłam to sobie dzisiaj i zrobiło mi się niedobrze. Potem, gdy wyszli, próbowałam nie płakać. Próbowałam. Niedoskonała i zła. Tak będzie dopóki nie dotrę do celu, a droga jest długa i z przeszkodami, a krzywd do naprawienia wiele. Chciałabym więcej siły, bo to coś, z wnętrza mnie, a może z zewnątrz – och, tak trudno mi określić źródło – znów tu jest i próbuje mnie złamać.
Szukałam słów, by zmienić adres tumblr. Spojrzałam na półkę z książkami i przeczytałam „Jaśniejszy odcień szarości”. Wzięłam i odnalazłam miejsce z zakładką, w którym przerwałam czytanie. Coś mnie uderzyło, chyba pięścią w brzuch. Sięgnęłam do listów, znajdując właściwy, z tym jednym zdaniem: „to może być kolejna wskazówka, ale nie musi”. 11 czerwca 2012. Niedługo minie rok. Książka leży nieprzeczytana. Wyobrażacie sobie, jak czułam się trzymając list i patrząc na niedokończone strony? Czy naprawdę przegrałam bitwę o Ciebie?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz