6.04.2013

733. Jaśniejszy odcień szarości.

Widziałam, że to wróci, bo ciągle jestem tą samą osobą, ukształtowaną przez bieg czasu, którego nie da się wymazać. Nadal wszystko jest świeże, minął niecały miesiąc. I wiedząc, że to wróci, miałam przewagę, by nie ulec i nie pozwolić sobie na błądzenie po trawiących uczucia melodiach i historiach nie należących do mnie. Zabawne, że nigdy nie traciłam świadomości, umiejąc racjonalnie określić swój punkt położenia. Mimo to istnieje we mnie ciągła obawa, że stracą kontrolę, a z nią samą siebie. Lecz mając Anioła Stróża, jak mogę się bać?
Myślę, że moim największym wrogiem jest rozbudzanie i pielęgnowanie złych wizji, a jest ich wiele, gdy znów rozbijam myśli na cztery strony świata, wiedząc, jak wiele kilometrów i niewypowiedzianych słów nas dzieli. Coś ciągle zmienia się we mnie, lecz wszystko wkoło pozostaje nieruchome. Jak dopasować swoje przemienienie do starego układu?
Wczoraj odwiedziła nas siostra cioteczna z narzeczonym. Wyjechali miesiąc temu do Włoch. Przyjechali pozałatwiać jeszcze kilka spraw. Moje zamknięcie dnia przed dwudziestą to normalność od lat, więc nikogo nie zdziwił widok dziewczyny w piżamie, totalnie nieogarniętej. Właściwie wyglądałam, jakbym była chora, co kłamstwem nie jest, gdyż od dwóch lat zmagam się z zatokami. Zresztą, rodzina to tylko rodzina. Nie dbam o wygląd. Mimo to dziwna sytuacja. Nie byłam zadowolona z przyjazdu. Nigdy nie jestem przygotowana na widok ludzi. Odwiedziny kogokolwiek na moim terenie bytowania nie działają na mnie dobrze; zwłaszcza, gdy znowu walczę z widmem błędów ostatnich miesięcy. Głupie, prawda? Lecz trudniej jest walczyć niż bezmyślnie poddać się fali. I wyszłam i byłam tam. Było nawet miło, byli na chwilę, nadal w biegu. I uderzył mnie fakt, że od kilku miesięcy ktoś mnie dotknął. Uświadomiłam to sobie dzisiaj i zrobiło mi się niedobrze. Potem, gdy wyszli, próbowałam nie płakać. Próbowałam. Niedoskonała i zła. Tak będzie dopóki nie dotrę do celu, a droga jest długa i z przeszkodami, a krzywd do naprawienia wiele. Chciałabym więcej siły, bo to coś, z wnętrza mnie, a może z zewnątrz – och, tak trudno mi określić źródło – znów tu jest i próbuje mnie złamać.
Szukałam słów, by zmienić adres tumblr. Spojrzałam na półkę z książkami i przeczytałam „Jaśniejszy odcień szarości”. Wzięłam i odnalazłam miejsce z zakładką, w którym przerwałam czytanie. Coś mnie uderzyło, chyba pięścią w brzuch. Sięgnęłam do listów, znajdując właściwy, z tym jednym zdaniem: „to może być kolejna wskazówka, ale nie musi”. 11 czerwca 2012. Niedługo minie rok. Książka leży nieprzeczytana. Wyobrażacie sobie, jak czułam się trzymając list i patrząc na niedokończone strony? Czy naprawdę przegrałam bitwę o Ciebie?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz