23.04.2013

739. Szukając swojego odbicia.

Mówię sobie, nie dzisiaj, a w czwartek, a jednak jestem. (Juro za to odpokutuję. Myślę, że dość boleśnie.) Bo dokończyłam czytać na jutrzejsze zajęcia z Antropologii kultury książkę Williama Goldinga, Władcy much; swoją drogą genialną; w końcu pan Golding Nobla dostał nie bez przyczyny. Przepisałam też dzisiejszy wykład z Wybranych zagadnień z teorii humanistyki i zrozumiałam jak bardzo chciało mi się spać, bo notatki są skąpe, w dodatku z pourywanymi w połowie zdaniami. Powinnam sobie życzyć powodzenia na czerwcowym egzaminie.
Właściwie mogłabym już udać się w krainę snu, bo oczy stanowczo mówią, że czas opuścić powieki, ale zanim to uczynię, wspomnę jeszcze o jednym. W innym przypadku ta notka nie miałabym większego sensu, choć właściwie żadna nie ma, poza osobistym, a to niewielki sens.
Tydzień temu do piosenki I was a fool zespołu Tegan and Sara wyszło tak zwane „Lyric Video”. Musiałabym poświęcić oddzielną pracę na temat całej kariery muzycznej (aktywność od 1995) i życia osobistego trzydziestotrzyletnich kobiet, by wszyscy pojęli jak bardzo rozbawił mnie pomysł na realizację, choć nie znaczy, że uważam go za zły. Oczywiście wytwórnia zaangażowana w promocję też maczała w tym palce. Pomijając jednak to wszystko, dzisiaj miała miejsce premiera oficjalnego teledysku do tej samej „pieśni”, którą osobiście kocham, jak cały album Heartthrob, już nie mówiąc o pozostałych sześciu krążkach. Od lutego dzień w dzień słucham i przestać nie mogę. (Słowa o spacerowaniu z duchem widniejące w nagłówku na blogu są właśnie autorstwa Sary Quin.) Na wyjście drugiego, promującego teledysku do ostatnio wydanego albumu, czekałam od kiedy tylko na tumblr mignęło mi zdjęcie z planu zdjęciowego. Chyba minął już miesiąc, a może jeszcze nie. W każdym razie szczęśliwi mieszkańcy Kanady, Australii i Wielkiej Brytanii mogli obejrzeć teledysk na swoich stronach. Jak miło, że akurat na australijskiej zadziałało, bo na europejskiej napisali, że nic mi nie pokażą. (Mieszkać w Polsce i być fanem zespołu to wyzwanie; trzeba umieć panować nad jękiem zawodu, gdy coś nie działa.) Właściwie to australijska strona też niewiele pomogła, bo z moim staruszkiem-komputerem jedynie na youtube i to w rozdzielczości 240p działa cokolwiek. Do czasu wrzucenia przez wytwórnię video na oficjalny kanał zespołu, pozostaje mi oglądanie gif-ów. Bo żeby obejrzeć w lepszej jakości na tablecie, też muszę czekać na youtube.
Moje dotychczasowe wrażenia? Cóż, zakochani fani są bezkrytyczni, a nawet jeśli mają wrażenie, że ich wizja na realizację byłaby lepsza(i wcale nie mówię, że umieściłabym się zamiast tamtej dziewczyny), to wiecie, wszystko mija, bo wystarczy, że w teledysku pojawią się wokaliści (w tym przypadku wokalistki) i jest idealnie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz