9.04.2013

735. Przeszłość nieodgadniona.

Już wczoraj wiedziałam, że znowu napiszę, bo tradycyjnie świadomość nie daje mi spokoju, gdy na-dzień-dobry widnieje jeden z tych żałosnych postów, które powstają wtedy, gdy kompletnie nie wiem, co ze sobą zrobić, a jedyna broń, jaką posiadam, to słowa przeciw wszystkim. Zauważyłam, że niedzielne wieczory tak na mnie działają – przygnębiająco. Cały tydzień jawi mi się wtedy jako pasmo zmarnowanych szans. Obwiniam się cały czas, nie wiedząc, co robić, gdy patrzę sparaliżowana, jak nie docieram do nikogo.
Muszę też przyznać, choć niechętnie, iż wiedziałam, że jeśli częściej zacznę pozwalać sobie na publiczne wylewanie przemyśleń, zaraz zacznę to robić niemal siedem dni w tygodniu, jakbym wierzyła, że moje myśli warte są zapisu. (Na szczęście nie wierzę, więc liczę, że szybko minie ten „atak”. Swoją drogą, bawi mnie ilość komentarzy w porównaniu z ilością odsłon – dwadzieścia jeden przy trzydziestu dwóch tysiącach wygląda niewiarygodnie – ale tak to bywa, gdy ma się bloga prawie 8 lat, a połowę notek wraz z komentarzami ukrytą w blogowym koszu).
Teraz na bieżąco można śledzić czyjeś życie, jeśli się nim ktoś dzieli, a może to robić na sto sposobów w stu różnych miejscach w internecie. Niewiarygodne, że jeszcze tak nie dawno dopiero po śmierci znajdywano pamiętniki, które rzucały nowe światło na los człowieka. Właśnie. Bo gdy przeczytałam, że dziennik Witolda Witkiewicza (malarza okresu Młodej Polski) został złożony przez jego matkę wraz z ciałem w trumnie, poczułam jakiś dziwny żal. To jak podziwiać kogoś i nie mieć okazji nigdy poznać jego osobistych słów. Chociaż jeśli głębiej się na tym zastanowić, papierowy dziennik pisany jest by uchwycić chwile, które należą tylko do nas, a nie z myślą o lekturze dla znajomych i nieznajomych. I może dobrze, że kartki pochłonęła ziemia, bo patrząc na to, jak wiele błędów i nadinterpretacji rodzi analiza i odczytywanie tekstów po latach, można jedynie cieszyć się, że matka uchroniła syna przed ciekawskimi.
Właśnie. Bo przypomniało mi się, że gdy przeczytałam artykuł, w którym pewna uczona kobieta, człowiek wykształcony i kształcący studentów na jednej z polskich uczelni, doszła do wniosku, że „Kamienie na szaniec” to książka zawierająca wątek homoseksualny, to aż ręce mi opadły. Daleko mi do bycia homofobką, zwłaszcza, że interesuję się nurtem lgbt, jednak przekraczanie granic i tworzenie na siłę świata pełnego homoseksualnego pierwiastka jest przesadą. I już nie chodzi o orientację seksualną, ale o to, że ludzie nie wierzą w siłę przyjaźni, szukając wszędzie ukrytych pragnień niczym Freud. Dla mnie to smutne i chyba nie chcę żyć w takim świecie, a wiem, że to mnie czeka, bo ten świat już taki jest i kiedyś będę musiała do niego wyjść.
Wracając jednak do mojego wpisów z wczoraj, stał się po prostu nieaktualny. Dzisiejszy dzień zaczął się ciężko, bo przez sen wyłączyłam budzik, lecz półgodzinne opóźnienie nie wybiło mnie z rytmu. Właściwie dobrze się stało. Senny, cichy i nużący wtorek sprawił, że moje myśli też się uspokoiły. To zawsze pomaga, bo wszystkie siły skupiasz wtedy na utrzymaniu organizmu przy życiu, by nie paść jak kłoda na zajęciach i przypadkiem nie zapaść w sen zimowy, bo znowu u mnie śnieg, a w głośnikach God of snowy fields.
Musze podzielić się jeszcze tym, że po trzech latach dostałam zwrot notatek i materiałów z historii sztuki. Pogodziłam się, że przepadło, nawet wybaczyłam i nie miałam za złe. Zdarza się i tyle. Dziwnym trafem, niedawno zastanawiałam się, jak zareaguje koleżanka, gdy któregoś dnia, może kilka lat po studiach, znajdzie wśród papierów moje kartki, jeśli jeszcze nie spłonęły lub nie wylądowały w koszu. I jak już wspomniałam, znalazła, oddając w łazience wraz z przeprosinami. Jednak nie miałam okazji, by spytać, jak zareagowała, gdy podczas porządków znalazła ten „skarb”. (Tak, z radością spojrzałam na strony z Secesją.) Właściwie nawet gdybyśmy nie były w łazience, nie zadałabym pytań, które usiłują wydobyć z ludzi opis ich uczuć, bo czasem lepiej nie być niepotrzebnie ciekawym.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz