4.07.2013

756. Niezapomniane melodie.

Byle jak płyną po niebie chmury, więc byle jakie są dni. Nie ma chęci ani niechęci, tylko coś szepcze, by nie patrzeć wstecz i leżeć posłusznie na kanapie, porządkując notatki w zeszycie. Przez mieszkanie przewija się tłum hałasujących nieletnich, więc hałasujesz razem z nimi w imię solidarności, aż energia maleje i tylko czekasz, aż zwolni się łazienka, by spłukać brud dnia i zająć nocne stanowisko pracy. Rozmowy też są byle jakie, może wymuszone, choć trudno określić, bo nie czujesz nic, ani chęci ani niechęci. To wymiana słów, przerzut myśli z jednej strony na drugą, a z nimi wyrzuty sumienia, że nie masz siły, by być czymś więcej. Niedawno było w tym mnóstwo radości. Niedawno były zeszłoroczne wakacje. Nawet lista filmów do obejrzenia jest nietknięta, tak jak i książki, bo nagle myśl o wejściu w inny wymiar nie fascynuje. A tyle było czekania na moment, by móc brodzić w cudzych marzeniach.
Katar się powiększa, gdy jadąc autobusem siedzisz na końcu, a wiatr niegrzecznie rozwiewa twoje włosy. (Przypomina ci się dzień, podobny do tego, gdy myślałaś, że jedziesz tym samym autobusem, co K., a jednak wszystko było nie takie, by zapytać, czy oczy nie zwodzą. Ostatecznie zawracanie głowy i robienie zamieszania jest nie na miejscu. Każdy ma swoje życie, a ciekawość to pierwszy stopień do piekła.) Lecz tak smakuje lato; pierwszy raz od tygodnia czujesz gorące słońce na skórze, bo gdy siedzisz w domu, mając na sobie babciny sweter, wydaje ci się, że jest wczesna wiosna. Upał i 5 kilogramów książek w plecaku, który niesiesz na plecach, idąc przez miasto, bo szkoda ci drobnych na bilet miejski, nie ciąży tak bardzo. Ktoś odkręca się za tobą i stwierdza: ale fajna, choć nie masz zielonego pojęcia, co konkretnie miał na myśl, zmuszając kolegów do spojrzenia w twoją stronę. Jako całość zdecydowanie jesteś nie fajna. Tak jak ten, który bił kolegę w biały dzień.
Ktoś mówi ci cześć, a ty mówisz dzień dobry swojej pani promotor. Tłum ludzi na korytarzu przy katalogu kartkowym, bo okrzyknięto jakieś zebranie, a potem sąsiad w tym samym budynku i tak jakoś za dużo tych znajomych twarzy. Bo później jeszcze on i on i właściwie to wszyscy tylko nie ci, których twarz chciałabyś zobaczyć. Chodzisz, nosisz, oglądasz, czekasz i wracasz do domu z bratem, który jeździ tego dnia, jakby życie było mu nie miłe i tak jakoś cudem parasolka nie wybija przedniej szyby. Słodkie zmęczenie niesie ukojenie.
A świat milczy i ty razem z nim. Tylko P. rozumie wszystko i pojawia się tak często, jak może. Bo nie ciąży nad nami żadne przekleństwo i jest w tym wolność, choć milion kilometrowych przeszkód. A jednak ona jedyna zwraca się ku tobie naprawdę, choć wiesz, że jej serce należy do Indii i życie będzie przeplecione tą myślą. Lecz chcesz obrabować dla niej bank i zdobyć klejnoty, choć to nie ona powinna składać wiano, lecz on. Głupio, bo wiano to ślub i obrzęd małżeństwa i wykład z Antropologii kultury i jedno zdjęcie zapisane w folderze ze szczęśliwą osobą, która rozkłada ręce, wychodząc ku światowi. Wiatr we włosach i uśmiech. Dostrzegasz pełnię życia w tym niewielkim człowieku i ściska ci serce, bo ktoś potrafi pięknie żyć, ale na pewno nie ty. Niebo jest dzisiaj zamknięte.
I tak wracają do ciebie różne obrazy, filmowe przede wszystkim. Nagle chcesz nauczyć się grać na keyboardzie Adagio BWV 974 Concerto in D Minor, J. Bach after Alessandro Marcello, choć nigdy nie miałeś styczności z czarno-białymi klawiszami. Prosisz trzynastoletniego brata, by odszyfrował nuty i przełożył na czytelny dla ciebie zapis, lecz jeszcze się nie godzi. Ale gdy się zgodzi, to będzie twój cel – nauczyć się melodii, którą będziesz grać tylko dla wybranych, a imię to jest jedno, nawet jeśli zajmie ci to kilka lat. Więc zanim to, wracasz do innej muzyki. I tak Dynamic Duo wydaje siódmy album pod tytułem Luckynumbers; swoją drogą genialny. Tylko niepotrzebnie czytasz tłumaczenia piosenek, bo numer trzynaście na liście na pewno nie jest twoim szczęśliwym, bo głupie słowa, głupie przyjaźnie, głupie wszytko… zwłaszcza ten blog, pełen bzdur.

Narration)
Hey Gaeko, hey Choiza, how are you guys?
It’s Dong Yeop hyung
It was so fun when we used to drink together
Even if I don’t contact you guys a lot
And even if you guys don’t contact me a lot
Let’s not be too upset with each other
It’s not important how often we contact each other.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz