9.07.2013

759. „Z dystansu.”

Jestem przeziębiona, od kiedy przewiało mnie w autobusie, a potem w samochodzie, a potem chyba od siedzenia nieustannie w domu. Obejrzenie filmu „Detachment” nie było w tym przypadku dobrym pomysłem. Bo jak oglądać film, w którym dziewięćdziesiąt pięć procent scen jest przesiąkniętych smutkiem, a ty nie potrafisz powstrzymać tego cholernego uścisku w gardle? Mój katar trochę się powiększył. Ilość emocji namnożyła się niesamowicie podczas dziewięćdziesięciu minut. Zaskoczenie wbiło w fotel, a ciekawe połączenie montażu było dużym plusem. Adrien Brody i jego oczy o przygnębiającym spojrzeniu idealnie wpasowały się w klimat całości. Rola Sami Gayle genialna; zagrać w ten sposób mając piętnaście lat – po prostu talent. Cóż, mnóstwo przemyśleń zostało wysłanych w świat przez jeden film. Życie przyszło do mnie. Zaczęłam zastanawiać się, co robię źle. Moje zachowanie gdzieś zgrzyta i odbija się w ciszy dni, choć przecież tylko snuję się od kąta w kąt i nie zachowuję się wcale. To nie był film o trudnej młodzieży i nauczycielu. To był film o pustce, którą drąży chaotyczny świat lub milczenie.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz