Jestem przeziębiona, od kiedy przewiało mnie w autobusie, a potem w
samochodzie, a potem chyba od siedzenia nieustannie w domu. Obejrzenie
filmu „Detachment”
nie było w tym przypadku dobrym pomysłem. Bo jak oglądać film, w którym
dziewięćdziesiąt pięć procent scen jest przesiąkniętych smutkiem, a ty
nie potrafisz powstrzymać tego cholernego uścisku w gardle? Mój katar
trochę się powiększył. Ilość emocji namnożyła się niesamowicie podczas
dziewięćdziesięciu minut. Zaskoczenie wbiło w fotel, a ciekawe
połączenie montażu było dużym plusem. Adrien Brody i jego oczy o
przygnębiającym spojrzeniu idealnie wpasowały się w klimat całości. Rola
Sami Gayle genialna; zagrać w ten sposób mając piętnaście lat – po
prostu talent. Cóż, mnóstwo przemyśleń zostało wysłanych w świat przez
jeden film. Życie przyszło do mnie. Zaczęłam zastanawiać się, co robię
źle. Moje zachowanie gdzieś zgrzyta i odbija się w ciszy dni, choć
przecież tylko snuję się od kąta w kąt i nie zachowuję się wcale. To nie
był film o trudnej młodzieży i nauczycielu. To był film o pustce, którą
drąży chaotyczny świat lub milczenie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz