Myłam włosy cztery razy; ostatni płynem
do naczyń. Cudowny zapach olejku jednak pozostał. Obejrzałam kilka
filmów. Cierpiałam fizycznie trzy dni. Zrozumiałam też prosty komunikat
od świata; moje życie – mój problem. Wyładowałam wszystko na sobie. Ale
to nie moja wina, że żyję. Ilość lat do odsiedzenia w emocjonalnym
więzieniu zwiększyła się. No i co z tego? Są ważniejsze sprawy; na
przykład nasz film numer cztery. Albo to będzie produkcja życia, albo
rzucam tą zabawę w cholerę. Muszę się postarać. Bo wbrew temu, jak
sprzecznie to wygląda, bardzo chcę, żeby nam się udało.
in tea and cigarettes…
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz