Nie pamiętałam. Maile na pocztę nie chciały przyjść tygodniami. Dzisiaj
wpisałam prawidłowe hasło. W szoku dodarło do mnie, że zrobiłam to
spontanicznie. Bez świadomości wydobyłam słowo z rozproszonych myśli.
Ot, stało się. Minęły cztery lata. Usunęłam mnóstwo zdjęć, zostawiając
po jednym z każdego roku. Wszystkie bez mojej osoby. Nie powinnam
wiecznie widnieć w internetowej sieci wraz z niepotrzebnymi słowami. To
za dużo syfu jak na jedno istnienie. I tak jestem porozrzucana w wielu
miejscach, poskładać się nie umiem. Brudzę, zalegając bez ruchu. Głupie.
Porzucam, by zerwać emocjonalną więź. Wracam, choć nie widzę w tym
sensu. Możliwość diametralnej zmiany po jednej nocy zawsze jest otwarta.
Ostatnio wracam w różne miejsca, lecz nie są tym samym, czym były
dawniej. Nawet śladów wspomnień tam brak. Dowody uszczuplały. Wszystko
poupychane mam w szufladkach głowy i zastanawiam się, czy inni pamiętają
cokolwiek z tamtych dni wzajemnej obserwacji. Zaczęłam znowu pisać
opowiadania, lecz znaczenie jest zupełnie inne, a nawet można rzec, że
to wszystko jest bez znaczenia; samo w sobie tak, to tylko zabicie
czasu, ale głęboko, pod stertą warstw ciężkich myśli skrywam powód jak
największą zbrodnię wszech czasów. Ostatecznie czuję się jak duch, który
próbuje ożyć w obcej już rzeczywistości. Jednak dobrowolnie znikający
po pewnym czasie stają się niewidoczni. Jestem tak daleko.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz