19.07.2013

762. here I go and I don’t know why

Nie pamiętałam. Maile na pocztę nie chciały przyjść tygodniami. Dzisiaj wpisałam prawidłowe hasło. W szoku dodarło do mnie, że zrobiłam to spontanicznie. Bez świadomości wydobyłam słowo z rozproszonych myśli. Ot, stało się. Minęły cztery lata. Usunęłam mnóstwo zdjęć, zostawiając po jednym z każdego roku. Wszystkie bez mojej osoby. Nie powinnam wiecznie widnieć w internetowej sieci wraz z niepotrzebnymi słowami. To za dużo syfu jak na jedno istnienie. I tak jestem porozrzucana w wielu miejscach, poskładać się nie umiem. Brudzę, zalegając bez ruchu. Głupie. Porzucam, by zerwać emocjonalną więź. Wracam, choć nie widzę w tym sensu. Możliwość diametralnej zmiany po jednej nocy zawsze jest otwarta. Ostatnio wracam w różne miejsca, lecz nie są tym samym, czym były dawniej. Nawet śladów wspomnień tam brak. Dowody uszczuplały. Wszystko poupychane mam w szufladkach głowy i zastanawiam się, czy inni pamiętają cokolwiek z tamtych dni wzajemnej obserwacji. Zaczęłam znowu pisać opowiadania, lecz znaczenie jest zupełnie inne, a nawet można rzec, że to wszystko jest bez znaczenia; samo w sobie tak, to tylko zabicie czasu, ale głęboko, pod stertą warstw ciężkich myśli skrywam powód jak największą zbrodnię wszech czasów. Ostatecznie czuję się jak duch, który próbuje ożyć w obcej już rzeczywistości. Jednak dobrowolnie znikający po pewnym czasie stają się niewidoczni. Jestem tak daleko.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz